Oficjalne forum polskiego Munchkina
Praca konkursowa YT - Wersja do druku

+- Oficjalne forum polskiego Munchkina (http://forum.munchkin.com.pl)
+-- Dział: Off Topic (http://forum.munchkin.com.pl/forumdisplay.php?fid=1)
+--- Dział: Luźne gadki (http://forum.munchkin.com.pl/forumdisplay.php?fid=2)
+--- Wątek: Praca konkursowa YT (/showthread.php?tid=1118)



Praca konkursowa YT - Niewodnik - 13-04-2013

Stworzyłem pracę konkursową do tego filmu

[Wideo: http://www.youtube.com/watch?v=n7zbTRs92fU]

Jako, że ostatnio Munchkin mi siedzi non-stop w głowie postanowiłem dodać do mojej odpowiedzi mały munchkinowy smaczek.


Praca jest wariacją na temat opowiadań Sapkowskiego z serii wiedźmin.


Czarni Mnisi


- ku*wa, co oni teraz będą wypisywać? - zastanawiał się Geralt, tnąc kolejnego goblina. Szczerze powiedziawszy mało obchodziła go opinia Czarnych mnichów, na temat tego jak wykonał zakontraktowaną robotę, natomiast doskonale wiedział, że te pokraczne zboki w śmiesznych szatach nie raz będą czytać swoje księgi na pobliskim rynku, chwaląc się rozgromieniem bandy małych rzezimieszków, tak jakby zrobili to własnoręcznie. – Czarna hołota – warknął znów do siebie, między krótkimi cięciami – nie dość, że płacą psie pieniądze, to jeszcze obwieszczą wszystkim dookoła o swoim służalczym wiedźminie – TRZASK – ich mać.

* * *

Mieszek zabrzęczał cicho uderzając o stół tuż obok gobliniej głowy – Oto Twoja zapłata wiedźminie – rzekł przeor Gustaw, uśmiechając się wrednie – zgodnie z umową, po 5 nierżniętych koron za goblina…
- Odpuść sobie Waść resztę wywodu – wtrącił się Geralt – i pozwól, że wezmę już zapłatę i pójdę w swoją stronę, a wy wracajcie do ksiąg i ciemnych cel. – następnie chwycił sakiewkę i wolnym krokiem ruszył w stronę klasztornej bramy. Po przekroczeniu żelaznych wrót ruszył w kierunku znanego ze swych szeroko rozumianych „posług uciechy duszy i ciała”, czyli mówiąc po ludzku, zwykłego burdelu. Jak zwykle wokół widział twarze odprowadzające go ciekawskim wzrokiem. W końcu nie co dzień widziało się wiedźmina, na dodatek białowłosego i nieobwieszonego cennymi przedmiotami. Na pierwszy rzut oka Geralt wyglądał jak pierwszy lepszy watażka, lecz wystarczyło na chwilę opuścić wzrok na jego szyję, na której swobodnie zwisał srebrny wilk, magiczny medalion, znak wiedźmińskiej kasty. W drewnianych drzwiach Czerwonego Domu, bo tak nazywał się owy burdel, przywitała go niebrzydka dziewka służebna. Może i nawet mógłby się z nią zabawić, gdyby nie fakt, że mimo ładnej buźki była zwyczajnie za młoda i nie zdążyła jeszcze nabrać odpowiedniego cyca. Do uszu Geralta napłynął zagłuszony dźwięk mandoliny wraz ze śpiewem:

„Trzepnąwszy go w mordę
Zerwawszy kajdany
Zniszczył mu życie
Szaleństwem smagany”

Wkroczył do zadymionego pomieszczenia, rozsiadł się wygodnie i odgonił dziewkę każąc jej przyjść za chwilę. Śpiewak zakończył swój występ, zebrał gromkie brawa od zebranej w pokoju gawiedzi, kłaniając się wystawnie i całując panie po rączkach. Wtem zauważył w kącie czarno ubranego wojownika, przez jego kręgosłup przebiegł zimny dreszcz. Wiedźmin spojrzał się wymownie na starego znajomego.
– Witaj Jaskier, cóż za niespodzianka spotkać Cię w burdelu z instrumentem w ręku
- Geralt, stary druhu! Coś tak czułem, że ta plaga goblinów zaraz przygna któregoś z was w te strony, ale myślałem, że Ty się udałeś do Rivii.
- Toteż właśnie jadę.
- Ach nieważne. Zapraszam Cię do mojej komnaty. Porozmawiamy jak na starych znajomych przystało, opowiesz mi o tym wilkołaku coś go poskromił dwa miesiące temu a ja będę mieć nowy temat do mojej poezji.
Wiedźmin ruszył za trubadurem w stronę jego pokoju. Po drodze mijali dużą ilość zamkniętych pokoi, z mdłymi poświatami wylewającymi się szczelinami wraz z cichymi pomrukami rozkoszy. Jaskier wpuścił go do środka i zamknął za nim drzwi. Usadowili się wygodnie w miękkich fotelach i odczekali chwilę na służbę, zamówili jedzenie i zaraz gdy dziewka wyszła Geralt odezwał się do przyjaciela.
- Słuchaj Jaskier, dostałem od mnichów zadanie utłuczenia pobliskich goblinów, ale coś mi się wydawało dziwnego w tym wszystkim. Po pierwsze, rozpytałem się wcześniej po mieście o tym gdzie najczęściej ludzie zostają napadani, lecz nikt nie był sobie w stanie przytoczyć. Jedyne co mi jeden pijany obwieś powiedział to miejsce, w którym najczęściej można je zobaczyć. Poszedłem przyjrzeć się sytuacji, lecz gdy tylko zobaczyły mnie z wyciągniętym mieczem część zaczęła uciekać a część mnie zaatakowała. Oczywiście wyrżnąłem wszystkie, ale nie wyglądały mi na rzezimieszków a niektóre niemiłosiernie piszczały przed śmiercią.
- Haha Geralt, ty to zawsze się wpakujesz w jakieś gówno. Twoim szczęściem nikt się za pokurczami nie wstawi, także ta wpadka ujdzie Ci płazem.
- Co Ty chrzanisz?
- A to, że gobliny te były zwyczajną wyprawą geodezyjną, szukającą w pobliskich wzgórzach jakichś ruin. Mieli się zakwaterować w mieście, ale straże nie chciały ich wpuścić za mury nawet po okazaniu glejtu. Jak potem usłyszałem, właśnie z powodu Czarnych mnichów. Uwidzieli sobie, że gobliny przybyły tutaj nas podbić a oni obronią miasto przed nimi. Wyobrażasz to sobie ? Paręnaście małych goblinów ograbiających dwutysięczne miasto ? Ale lud jak to lud. We wszystko uwierzy, byle często i gęsto mu powtarzać. I w tym momencie do historii dołączasz ty. Wyrżnąłeś bogu ducha winne gobliny, dostałeś za to może 20 koron za jednego obwiesia, nikt nawet nie usłyszy Twojego imienia, a mnisi wiesz ile zarobią na tym ? Krocie.
- Jakie znowu krocie ?
- Ano widzisz, rada miejska już dwa dni temu wyznaczyła sporą nagrodę za groźną bandę napadającą ludzi na wrzosowiskach. Oczywiście ludzie byli podstawieni przez klasztor. „Cudem” uchodzili życiem przed nieistniejącym zagrożeniem a potem opowiadali o niestworzonych potwornościach. A teraz pewno siedzą nad księgami i spisują wszystko, osadzając Cię bezimiennego jako wysłannika bożego, karzącą rękę Czarnego Klasztoru. Nie dalej jak jutro wyjdą gromnie w miasto i głosić będą głośno jak to ocalili miasto przed pogromem, oczywiście zbierając przy tym dobrowolne ofiary od ludu. Także znowu dałeś zrobić się w jajo wiedźminie. Odwaliłeś czarną robotę, a mnisi od jutra będą chodzili dumnie po mieście, zbierając chwałę i gotówkę za nie swoje talenta i pracę.
- Co za ścierwa…
- Tak to już jest przyjacielu. Ty możesz dać sobie rozpruć bebechy, zapracować się na śmierć, albo oddać w skromne życie bogu, ale zawsze się znajdzie taki sku*wiel, co wyjdzie na środek rynku, facjatą świecić będzie i pierdzielić farmazony.
- Zaraz Jaskier, przecież Ty też tak robisz.
- Dokładnie Geralt, dokładnie… - powiedział podrzucając do góry złotą monetę.






Jak myślicie. Będzie ze mnie wielki pisarz ? Uśmiech